words per minute
12
user1891380
00:00
Speed
Utarło się, że to motocykliści mają wyłączność na łamanie przepisów drogowych. W ostatni majowy weekend miałem okazję przekonać się, że jest inaczej. Wracając z trzydniowej wyprawy miałem do przebycia około 180 km. Nawet niewiele jak na tak piękną pogodę, ale ogromnie dużo jak na mnogość pułapek czyhających po drodze. I nie o dziury w jezdni tu idzie, nie o postoje wymuszone drogowymi robotami, czy oczekiwaniem na światłach. Tę podróż urozmaicili mi kierowcy aut. Wymuszanie pierwszeństwa to już klasyka - w zasadzie moje zdziwienie wywołuje auto czekające z wyjazdem z drogi podporządkowanej. Blokowanie na rondzie to też nie pierwszyzna. Ale nerwy mi puściły, kiedy auto jadące przede mną zaczęło raptownie hamować i skręcać w lewo - niby nic szczególnego, ale żaden z tych manewrów nie był potwierdzony jakimkolwiek sygnałem świetlnym! Szanowny kierowca skręcał do baru, więc mógł zapomnieć w pośpiechu o kierunkowskazie. Hamowanie powinno było "wyzwolić” jaskrawoczerwone ostrzeżenie świetlne. Nie wyzwoliło... Dla takiego szoferaka brak sygnalizowania zamiaru skrętu, lub przepalona żarówka to błahostka - a dla motocyklisty - walka o życie.